Pokochaj Latanie

Jedyny warsztat pokonywania lęku przed lataniem z przelotem samolotem.
Przełam strach i pokochaj latanie!

  • quote1.png
  • quote2.png
  • quote3.png
  • quote4.png
  • quote5.png
Aktualności Opinie o nas
Opnie o nas

pokochaj_latanie_6Chcielibyśmy aby znalazły się w niej wszystkie Państwa opinie, komentarze i refleksje związane z warsztatami.  Ufamy, że Wasze cenne sugestie znajdą odzwierciedlenie w naszych warsztatach.

***

"Nie będę dużo pisać, bo jeszcze sama nie wiem co się stało. Nie pokochałam latania tak, żeby latać zupełnie z uśmiechem ,ale : 1) noc przed wylotem -przespane 3 godziny (to już coś); 2) lot bez ściśniętego żoładka (co za wolność!); 3) podczas wakacji nie myślałam tylko o tym, że trzeba będzie jeszcze odbyć lot z powrotem (trochę wolnych mocy na rozmyślanie o przyjemniejszych sprawach);  4) ogromny sukces: noc przed wylotem powrotnym  calkowicie przespana (jeszcze się tak nie zdarzyło !!). Dziękuję Wam bardzo."

Chcialam osobiscie podziekowac za wspanialy kurs i wspanialy zespol ludzi, ktory sie nami zajmowal. Wiedza, ktora tam zdobylam to jedno ale obserwowanie z jaka radoscia i pasja opowiadali o swojej pracy dla mnie rownie wazne. Jeszcze raz serdecznie wszystkim Wam za wszystko dziekuje."

"W imieniu zony, a swoim rowniez :) chcialbym serdecznie podziekowac za wspanialy weekend. Zona byla pod wrazeniem profesjonalnej obsady I panujacej atmosfery.  Wyglada na to to , ze "pokocha latanie". 

"Z wymarzonej podróży, wróciłam cala i zdrowa. Jak się okazało samolot nie spadł :-) Mało tego nawet turbulencji zbytnio nie było. I nawet się nie udusiłam jak wcześniej myslalam hahahahaha. Powietrza było w bród! Wow jak to fajnie ze teraz się z tego sama smieje :-) Po 5-letniej przerwie poleciałam. Na pokladzie obeszlo się bez alkoholu i srodków uspokajających. Kiedy przyszlo mi cos głupiego do glowy, jakis strach od razu przypominałam sobie słowa Pana pilota i Pani psychoterapeutki i od razu robilo mi się lepiej :-)

Bardzo ale to BARDZO mi Państwo pomogliście za co serdecznie dziekuje. Już nie boje się latac. W czerwcu lece do Londunu. Jak o tym pisze to az mam uśmiech od ucha do ucha. Po Waszej terapii w końcu czuje się wolna, brak stresu związanego z lataniem. No i możliwość podróżowania, zwiedzania swiata to jest to o czym marzyłam. Zamierzam już od dziś realizować moje marzenia...dzięki Wam!!!! Jeszcze raz serdecznie dziekuje!!!"

"Ważna było dla mnie rozmowa w pilotem, mechanikiem, lekarzem, kontrolerem ruchu lotniczego i możliowść zadawania pytań. Przede wszystkim kontakt z fachowcami, którzy latają na codzień" 

"Profesjonalne podejście do kursantów, wyczerpujące informacje na poruszane tematy, aż brakuje czasu na pytania" 

"Cenne w tym szkoleniu jest to, że można wyjaśnić wiele aspektów latania. Dobrze dobrani prelegenci i ciekawie prowadzenie." 

"Bardzo dużo dało mi spotkanie się z osobami o podobnych problemach, w grupie spotkanie z psychologiem i pilotem, z fachowcam.i" 

„Bardzo wysoko oceniam kompetencje osób prowadzących szkolenie, bardzo dobry kontakt z uczestnikami i kulturę osobistą osób prowadzących i organizujących szkolenie.”

„…jeszcze raz dziękuję za organizację tych warsztatów. Były wartościowe ze względów terapeutycznych, ale również poznawczych i poszerzających horyzonty! Zebraliście Państwo bardzo zaangażowanych i przekonujących wykładowców. Można im zaufać. Nie żałuję ani złotówki wydanej na te warsztaty.” (Alicja)

„Muszę przyznać, że to jedno z najlepszych szkoleń, w jakich uczestniczyłam - a było ich wiele. Cieszę się, że w tej branży pracuje tak wielu fantastycznych profesjonalistów, przez co znacznie wzrosło moje zaufanie do podróży lotniczych ( no może jeszcze nie do wszystkich linii:) (Anna)
 
"Bardzo polecam te warsztaty wszystkim bojącym sie latać. Bardzo profesjonalnie przygotowane." (Kasia).

  *** 

Rozmowa z uczestniczkiem warsztatów Pokochaj Latanie - Szymonem:
Pokochaj Latanie: Szymon, wiemy, że poleciałeś …. Powiedz, co się zmieniło po warsztatach?

Szymon: Niedzielne popołudnie. Kraków. Dziarskim krokiem zmierzam w kierunku budynku oznaczonego napisem Domestic Flights po to, by za chwilę wsiąść do samolotu lecącego do Szczecina. Stres nie ustępuje, ale myśli kieruję gdzieś indziej i wiem, że nie stchórzę. Odprawa, kontrola bezpieczeństwa i za chwilę wsiadam do małego ATR-a Eurolotu, tego samego z którym były zajęcia.

Napięcie narasta, myśli skłębione, zaczynam więc „racjonalizować”, próbując złapać jakiś konkret tego lęku. „Tyle samolotów w powietrzu, tyle codziennie startów i lądowań, będzie dobrze” – myślę. Pasy zapięte, samolot przyśpiesza, dziób do góry i ziemia zaczyna się oddalać. To dla mnie najgorszy etap, mam wrażenie, że samolot zamiast lecieć opada w dół. Ręce spocone, oczy rozbiegane. Za chwilę jest już lepiej. Powtarzam jak mantrę: „Tyle samolotów w powietrzu, tyle codziennie startów i lądowań”.

Potem jest już dobrze, turbulencje to już chleb powszedni, co jakiś czas zerkam przez okno. Jest noc, w oddali migają światła miast. Odzywa się kapitan, jego spokojny głos jeszcze bardziej  uspokaja:  za 20 minut lądujemy w Szczecinie, pogoda bardzo ładna, życzę przyjemnego pobytu w zachodniopomorskim. Podchodzimy do lądowania i im bliżej ziemi, tym przyjemniej. Samolot delikatnie dotyka kołami pasa startowego, kołujemy, wysiadam, jestem.
Samochodem byłoby dwa razy dłużej…



Rok wcześniej nie wsiadłbym do tego kilkudziesięcioosobowego samolotu. Sama myśl o możliwości oderwania się od ziemi paraliżowała. I tak przez cztery ostatnie lata. Wcześniej w powietrze wzbijałem się kilka razy. Przyjemnie nie było, ale latałem, aż pewnego razu powiedziałem stop. Więcej tego nie zrobię. I tak stałem się o 4 lata starszy.
Wiosną 2012 r. przeczytałem na Facebooku o warsztatach Pokochaj Latanie. Mimo wątpliwości zapisałem się. Zajęcia były ciekawe, ale najważniejsze było spotkanie i możliwość posłuchania ludzi mających podobne problemy. Uświadomiłem sobie, czym są moje lęki i jak można je z oparów zamienić w bryłkę konkretu, a potem pstryknąć palcami, żeby stoczyła się w niebyt. Wtedy po raz pierwszy od kilku lat wsiadłem do samolotu, choć stojącego w hangarze. Ręce spociły się szybko. Była rozmowa z mechanikiem, pilotem i stewardessą. Czy pomogło? Tak, zdecydowanie.

Warsztaty odbyły się w czerwcu, a w sierpniu wsiadałem do samolotu lecącego ze Sztokholmu do Warszawy, żeby kolejnego dnia polecieć do Monachium i dalej do Denver w Stanach Zjednoczonych. Lot ze Sztokholmu był swego rodzaju objawieniem. Do Sztokholmu dojechałem samochodem. Cały dzień z południa Polski do Gdyni, następnie noc na promie, a potem jeszcze 600 km przez Szwecję. Wprawdzie jedzenie na promie było fantastyczne,  ale poczucie dłużącego się czasu nieodłączne. Do tego podróż po polskich drogach, które jak wiadomo do perfekcyjnych nie należą. Ten rodzaj podróży wybrałem ze strachu przed lataniem. Jak było z powrotem? W drodze na lotnisko nie raz myślałem, że nie polecę, że wrócę tak samo, jak przyjechałem, ale przecież… tyle samolotów w powietrzu, tyle codziennie startów i lądowań…

Lot ze Szwecji do Polski zajął mi nieco ponad godzinę i to był cudowne. Cudowne było uczucie, że świat znowu się skurczył i wszystko jest w zasięgu ręki. Że mogę latać, oglądać miejsca, ludzi, przedmioty. Gdziekolwiek mi się zamarzy.

Lot Sztokholm – Warszawa to było pierwsze po kilku latach doświadczenie. Ogromnym plusem było to, że na lotnisku spotkałem znajomego, z którym przegadałem całą podróż. To bardzo pomogło. Co nie obyło się bez spoconych dłoni, zwłaszcza podczas startu i lądowania, ale to już chyba nieodłączny element moich lotniczych przygód. Wystarczy je jednak wytrzeć w spodnie:)  

Osoby, które pojechały ze mną do Sztokholmu, wracały samochodem i do domu dotarły, kiedy ja zasypiałem już w Denver.

Nigdy nie zapomnę nocnego widoku buchającego światłem Nowego Jorku albo ośnieżonych Alp majaczących gdzieś w oddali. Wcześniej nigdy bym nie wyjrzał przez okno.

 ***

Rozmowa z uczestniczką warsztatów Pokochaj Latanie Alicją Cackowską - Lass: 
Pokochaj Latanie: Kiedy pierwszy raz leciała Pani samolotem?

Alicja: Dawno, to było kilkanaście lat temu i pamiętam to dobrze, ponieważ to była daleka podróż. Podróżowałam sama, do Kataru, przesiadałam się kilkakrotnie. Musiałam dolecieć do Warszawy, potem przesiadka do Amsterdamu, do Abu Dhabi, i stamtąd do Doha. Było to bardzo ekscytujące i wspominam tę podróż bardzo miło. Nie bałam się. To było kilkanaście lat temu, kiedy lot samolotem dla wielu osób był jeszcze sporym wydarzeniem w życiu, czymś trochę ekskluzywnym, nie każdego było stać. Nie miałam wtedy żadnym obaw, a sam lot wspominam bardzo miło. Dobre jedzenie, obsługa i taka pozytywna ekscytacja.

PL: A kolejne podróże?
A: Kolejne podróże też były miłe, przyjemne, i nie zawierały żadnych elementów stresujących ani traumatycznych. Zwykle ekscytowałam się faktem, że to samolot, że się gdzieś daleko przenoszę, i bardzo się cieszyłam. Pewnie to wynikało też z tego, że jestem z pokolenia, gdy podróżowanie było niemożliwe, gdy podróż zagraniczna była czymś wyjątkowym, nie każdy mógł sobie na to pozwolić.

PL: Czyli w tamtych, wcześniejszych podróżach objawów strachu nie miała Pani żadnych?
A: Kompletnie żadnych. Myślę, że to wynikało też z niewiedzy, nieświadomości, pewnej naiwności. Uważałam taką podróż za coś wyjątkowego, co się zdarza raz do roku, i traktowałam to  w kategoriach luksusu i samych przyjemności.

PL: Czy było jakieś konkretne zdarzenie, które spowodowało, że zaczęła się Pani bać ? Wiadomo jak to było?
A: Wiadomo. Jestem w stanie prześledzić ta drogę pojawiania się i narastania strachu. Po kilku kolejnych lotach, kiedy stały się dla mnie także bardziej dostępne finansowo i zaczęłam podróżować też zawodowo od czasu do czasu, zaczęły się pojawiać jakieś małe nieprzyjemne sytuacje.  

A to jakieś nieoczekiwane turbulencje, dziury powietrzne, gdy takie tąpnięcia samolotu zdarzały się raz, czy dwa. Pamiętam także bardzo nieprzyjemny powrót z Genewy. Była wichura, samolot miał lecieć do Gdańska, a doleciał tylko do Warszawy. Samolotem tak rzucało w powietrzu, że pamiętam że wtedy już gryzłam fotel ze strachu. W Warszawie wysiadłam i pojechałam dalej pociągiem. Było kilka sytuacji na tyle nieprzyjemnych, które mi dały do myślenia, że lot samolotem to nie jest taka bajka jak się wcześniej wydawało. Była to seria takich zdarzeń mniej komfortowych lotów, ale jeszcze nie na tyle, żeby wywoływały strach przed lataniem. To zdarzyło się później. Było takie jedno zdarzenie, które wywołało u mnie napad paniki, ale nie w trakcie samego lotu. Kiedyś wracałam z Londynu, bardzo nowoczesnym samolotem, przez Kopenhagę do Polski. Po jakimś czasie po wystartowaniu kapitan ogłosił, że samolot się zepsuł. Powiedział, że musi zawrócić do portu macierzystego, bo jeśli wyląduje gdzieś po drodze to już nie wystartujemy. Opowiedział jeszcze parę szczegółów technicznych, które pewnie były konieczne żeby je powiedzieć pasażerom, że wyłączy klimatyzację, że się zrobi duszno, że samolot będzie taki mniej stabilny..a ja taka dość mocno zdziwiona, czy dobrze wszystko rozumiem to co kapitan mówi po angielsku. Rozglądam się dookoła czy wszyscy rozumieją to co ja…. Obok mnie pasażer spał, zatem uznałam że jest szczęściarzem, ale zobaczyłam i wyczułam napięcie także wśród stewardess. Wtedy poczułam, że coś się dzieje. I ten powrót na lotnisko macierzyste nie był przyjemny, i wtedy coś się pewnie zadziało w mojej głowie ze strachu, przyszły myśli, że ten samolot w ogóle był niesprawny.. Wylądowaliśmy w końcu w Kopenhadze, na jakimś bocznym lotnisku czy pasie, gdzie było kilka wozów straży pożarnej. W końcu doleciałam do domu, opowiedziałam jak to wyglądało, nawet łezkę ze strachu uroniłam, i przeszłam nad tym do porządku dziennego. Nie zdawałam sobie sprawy, że to może się rozwinąć i doprowadzić do tego, że będę reagowała na myśl o locie panicznie czy paranoidalnie. Po tym locie jeszcze latałam, ale za każdym razem było gorzej. Także to nie był ten moment od którego ja całkowicie przestałam latać, ale moja wyobraźnia pracowała już do tego stopnia, że każdy lot był coraz gorszy. W którymś momencie postanowiłam że ja już więcej nie mogę znieść tego napięcia i już więcej nie polecę. Bo jeśli gdzieś leciałam, to myślałam od razu o powrocie - że będzie on koszmarem i cały wyjazd był już zmarnowany. W ten sposób, w zasadzie zaprzestałam latania na pięć lat i podróżowałam pociągami. No i powiedzmy, że przez pięć lat mnie to bawiło, ale potem stwierdziłam że to nie jest takie zabawne. Nie mogę pojechać tam, gdzie bym chciała, a jeszcze parę miejsc chcę odwiedzić. I po takiej pięcioletniej abstynencji zaczęłam szukać jakiegoś rozwiązania dla mojego lęku, że coś z tym trzeba zrobić.

PL: Czy to był taki lęk, który paraliżował już na długo przed planowanym lotem i powodował myśl, że wcale nie polecę?
A: Nie, to nie było tak, że kupowałam bilet, rezygnowałam i nie leciałam. Wcześniej, kupowałam bilet, leciałam, ale to był duży dyskomfort; patrzyłam na siebie w samolocie z boku i widziałam, że zachowywałam się jak osoba psychiczna, wbijałam palce w dłoń pasażera obok, czasem za jego zgodą a czasem nie. Pasażerowie patrzyli na mnie jak na osobę która się zachowuje nieracjonalnie. Wiedziałam że tak się zachowuję, ponieważ znam siebie i jestem osobą w miarę opanowaną, nie mam innych lęków, natomiast ten lęk przekraczał granice zdrowego rozsądku i w tym lęku nie było zdrowego rozsądku. Wiedziałam, że nie panuję nad tym. No i zaczęłam jeździć pociągami. 

PL: Czy szukała Pani wcześniej jakiejś pomocy aby zwyczajnie przestać sie bać?
A: Nie szukałam. Wcześniej przez pięć lat byłam pogodzona z tym że, nie będę latała, że będę jeździć pociągami. Odbyłam parę podróży pociągiem, a to do Petersburga, do Wenecji, do Londynu, do Rzymu. Ja lubię jeździć pociągami i podróż pociągiem, zwłaszcza po Europie, jest dla mnie również bardzo atrakcyjna. przyjemna. Tylko że po jakimś czasie stwierdziłam, że podróż trwa za długo, jest zbyt kosztowna, czasem bardziej niż samolot, no i pragnęłam też pojechać dalej. Od pewnego czasu chciałam pojechać do Iranu, nawet miałam opracowaną trasę pociągiem, przez Istambuł, znałam wszystkie przesiadki. Wiedziałam, że potrzebuję około tygodnia na podróż tam, i tydzień na powrót. I to pewnie byłoby bardzo zabawne, ale nikt ze mną nie chciał w ten sposób pojechać i każdy się pukał w głowę. Z kolei samej kobiecie jechać przez Bułgarię, Rumunię, i całą Turcję, to może nie jest rozsądne, mój mąż zdecydowanie powiedział, że mnie samej nie puści. Takim bezpośrednim powodem szukania pomocy było to, że ja bardzo chcę pojechać do Iranu… w związku z tym ja muszę coś zrobić z tym lękiem. To była podróż, którą sobie dawno wymarzyłam, a która była nieosiągalna pociągiem. No i tak to może trochę zabrzmi śmiesznie, jak zwierzenia z kolorowego pisma, ale pierwszego stycznia tego roku podjęłam dwa postanowienia – że zrobię coś z tym lękiem przed lataniem i polecę do Iranu. Dokładnie pamiętam ten pierwszy stycznia kiedy zaczęłam szukać w komputerze i znalazłam informację o Pokochaj Latanie. Szukałam w wyszukiwarce, na forach internetowych i w zasadzie to była jedna dostępna oferta. Słyszałam o takiej firmie we Francji, ale również, że jest droga, że zapisy są na rok z góry.  Mogłabym się zapisać, bo mówię po francusku, ale ze względu na długi czas oczekiwania w tym roku nie mogłabym polecieć do Iranu, a przeciez koniecznie chciałam. Jeszcze zanim do was zadzwoniłam, czy napisałam maila, ktoś mi opowiedział, że w Gdańsku jest pani, która takie lęki leczy, za pomocą hipnozy czy podobnego typu metodami. Zanim się do niej wybrałam, okazało się, że ona niezyje. No i nic mi nie pozostawało, jak pójść raczej taką drogą racjonalną i się z tym zmierzyć. W maju udało mi się zrobić wziąć udział w warsztatach Pokochaj Latanie, na tyle pozytywnie, że wkrótce potem poleciałam, najpierw na próbę z Gdańska do Warszawy.

PL: Co Panią przekonało do wzięcia w nich udziału ? Czy tylko to, że jest to jedyna oferta na polskim  rynku, czy może coś innego?
A: Cały program. Był szczegółowo opisany na stronie i ten program był dla mnie naprawdę atrakcyjny. Dotykał każdego elementu, który mnie dotyczył. Wyjście od pracy z psychologiem, później aspekt techniczny latania poprzez mechanika, pilota, wieżę kontrol. Zawierał więcej niż oczekiwałam, również te aspekty, o których nie wiedziałam, że można ich dotknąć w kontekście przełamywania takich lęków.

PL: Jako organizator warsztatów mamy świadomosć, że proponowane dwa dni intensywnych zajęć, które są pewnego rodzaju terapią to z jednej strony różnego rodzaju informacja, z drugiej strony, że w dwa dni nie da się zniwelować wszystkich lęków, które w nas tkwią, bo ten problem często narastał bardzo długo. Uważamy, że celem warsztatów jest zracjonalizowanie tych leków i przebudowanie ich w kontrolowalny strach. Nawet jeśli boimy się siedząc w samolocie, to jednak już wiemy czego się boimy tak naprawdę. Wiemy co aktualnie się dzieje z samolotem. Ten strach powinien być bardziej świadomy i kontrolowany. Myśli Pani, że w tym przypadku właśnie tak to zadziałało ?
A: Tak, dokładnie tak to zadziałało.  W moim przypadku, kluczowym argumentem, żeby do was przyjść, była naprawdę wielka i świadoma chęć zrobienia czegoś z tym strachem. Wyleczenia tego. Ja myślę że zadziałałam jak osoba, która ma jakiś problem, np. jest uzależniona od czegoś, alkoholu czy narkotyków i sama podejmuje świadomą decyzję - „ja chcę wyjść z tej choroby”. I wy mi pomogliście. Ja byłam zdeterminowana, żeby pomóc sobie. Może też jest tak, że moja konstrukcja psychiczna jest na tyle racjonalna, że wasze argumenty do mnie trafiły. Praktycznie wszystkie. Panie psycholog, które były jednocześnie stewardessami, były bardzo przekonujące. Metody których używały również, w momencie kiedy mi uświadomiły, jak nieracjonalny jest ten mój strach, lub to moje absolutne przekonanie że samolot spadnie, takie stuprocentowe, to ja się śmiałam w głos, sama z siebie. „Do czego to doszło, że ja tak myślę, że on na pewno spadnie”. Ja sama się potem śmiałam z tego, jak w człowieku się zrobi takie zapętlenie i nie może z niego wyjść. I ta pomoc psychologiczna bardzo dużo mi dała, a potem racjonalizowanie tego lęku. Sprowadzenie go do poziomu kontrolowanego, chociaż jeszcze wtedy nie wiedziałam że jestem w stanie to kontrolować. To wytrącenie mnie z absolutnej pewności, że samolot spadnie to już było coś.! A później fenomenalne rozmowy z pilotem, któremu można zadać te wszystkie pytania, co się może stać, że samolot się nie uniesie. Dla mnie kluczowe pytanie do pilota to było, jakie warunki atmosferyczne mogą się zdarzyć, że samolot się nie uniesie. I ten pilot wszystko wytłumaczył. Czułam się wtedy na tyle mocna, że była we mnie wtedy już chęć polecenia i takie przekonanie, że ja udźwignę ten strach i być może polecę. Te warsztaty były bardzo profesjonalnie zrobione i trafiające do mnie. Ale mówię, ja byłam takim uczestnikiem, który naprawdę bardzo chciał sobie pomóc i coś z tym zrobić. No i to mi się udało, tak myślę. Dzięki Wam, bo przecież poleciałam.

PL: Jakie były Pani wrażenia bezpośrednio po zajęciach ?
A: Byłam bardzo euforyczna i chciałam wsiąść do samolotu. Na fali tej pozytywnej energii którą wyniosłam z kursu, sama kupiłam bilet z Gdańska do Warszawy, żeby zmierzyć się z tym moim pragnieniem – wsiądę i polecę. Poprosiłam jednak znajomą osobę znajomą o towarzystwo i ona ze mną wtedy poleciała, bo sama nie wiedziałam czy jednak nie spanikuję. Zafundowałam sobie ten lot na bardzo krótkim odcinku, żeby się utwierdzić w przekonaniu, że dam radę. No i to było bardzo sympatyczne. Lot był krótki, także zanim się zdążyłam zdenerwować podano kawę. Ten 45-minutowy lot był takim posunięciem idealnym. Zastosowałam się także do wskazówek z warsztatów - po wejściu do samolotu podeszłam do stewardessy i po prostu powiedziałam, że się boję – i teraz robię to w sumie za każdym razem jak lecę. Jak teraz wracałam z Iranu, to się ogólnie źle czułam. Powiedziałam to stewardesom, i zajęły się mną. Dostałam poduszkę, kocyk, ciepłą herbatę i myślę że warto takie rzeczy mówić i robić. W ogóle teraz także inaczej patrzę na personel pokładowy, z większą sympatią i z większym zaufaniem. Widzę że one mogą nam pomóc i korzystam z tego. Wcześniej ich chyba nie doceniałam, a teraz wiem że mogą mi pomóc. Jak leciałam wtedy na tym krótkim locie, zaraz po zajęciach, również podeszłam do nich i powiedziałam że się boję. Przesadziły mnie bliżej przodu samolotu, gdzie same były, rozmawiały ze mną, podchodziły, miały kontakt ze mną i to mi też bardzo pomogło. Pewnie to wszystko także rozpraszało moją uwagę i nie koncentrowałam się na swoim lęku. Podróż przebiegła na tyle miękko, że miałam tylko pozytywne wrażenia. No a potem ten długi lot do Iranu, na który się sama wybrałam i mam nadzieję, że będę dalej latała.

PL: A czy podczas tego ostatniego lotu były lęki ?
A: Nie powiem że nie. Były, ale był to już faktycznie taki lęk kontrolowany. Wcześniej nie wsiadałam do samolotu, a teraz sukcesem jest to, że ja sama do niego wsiadam. Owszem, dla mnie dużym stresem jest start. Moja świadomość jeszcze się nie uporała jeszcze z tym, że te 500 ton metalu musi się unieść, z punktu widzenia fizyki wiem to i rozumiem. Liczę ile samolot ma silników, patrzę jaki jest wiatr, i czy mu wystarczy mocy, żeby się podnieść, ale z psychologicznego punktu widzenia jest to informacja, z którą nie do końca sobie radzę. Start jest okropnym momentem, ale jak tylko już się oderwie od ziemi i osiągnie poziom, że pilot wyrównuje maszynę to jest wielka ulga i mogę się odstresować i czymś zająć.

PL: Komu poleciłaby Pani te zajęcia?
A: Myślę, że te zajęcia by trafiły najbardziej do osób które chcą zrobić coś z tym strachem. Jak ktoś się boi tylko trochę to jakoś sobie radzi. Ważne jest także, na ile ten strach go uwiera… ale jeśli się boi tak rzeczywiście, no nie powiem paranoicznie, bo wtedy w ogóle nie wsiądzie do samolotu...ale jeśli ma z tym duży dyskomfort to powinny mu takie zajęcia pomóc w zrozumieniu właśnie tych sytuacji, które ten dyskomfort powodują. Te zajęcia są dobre pod każdym względem. Mnie interesowała i praca kontrolera lotu i pilot, i mechanika, i to mi bardzo dużo dało. One byłyby dla mnie interesujące nawet gdybym się nie bała latać ;-) Chętnie bym jeszcze raz je powtórzyła. Teraz patrzę na samolot pod względem także technicznym czy wszystko ma, czy odgromniki są, nie wycieka paliwo, wszystko rozumiem: to kiedy robi się duszno, że już odciągnęli maszynę z agregatem, że klimatyzacja działa,  że w czasie startu lotu gaśnie światło, żeby było widać drogę ewakuacji. Pod tym względem ten kurs też był bardzo ciekawy. Prowadzący byli bardzo przekonywujący, profesjonalni, nawet rozmowa z lekarzem była bardzo interesującą. Cały czas jestem naładowana pozytywną energią po tym kursie naładowana.

PL: Czyli dużo się zmieniło od 1 stycznia ?
A: Bardzo dużo. Po prostu kiedyś doszłam do wniosku, że jestem za młoda, żeby być skazaną na pociągi, i że chcę jeszcze zobaczyć kawałek świata. za młoda żeby jeszcze coś zobaczyć. Mam nadzieję że teraz się horyzonty się otworzyły się naprawdę. Jestem  z siebie jestem bardzo dumna. Dwa noworoczne postanowienia zrealizowałam jak nigdy w życiu, a ja nigdy tego wcześniej nie robiłam. Postanowiłam i udało się zrealizować. Byłoby nieprawdą, gdybym powiedziała, że jest świetnie. Podczas ostatniego lotu w obie strony ktoś mnie trzymał za rękę. Chociaż z tym strachem jest się tak naprawdę samemu, ale obce osoby brały mnie za rękę i pomagały bo widziały że się boję. I to psychicznie bardzo pomagało. Takie są moje doświadczenia z lotem. I też są euforyczne, bo podczas tego całego pobytu wakacyjnego nie miałam strasznego kaca, że muszę wrócić, że czeka mnie lot powrotny. To mi zawsze psuło cały wyjazd.

 PL: Dziękuję Alicjo za rozmowę i do zobaczenia w powietrzu.


 

JA Facebook Social Like Box Module

eurolot_mae lux_med_mae dla_pilota    gdansk_lech_walesa_airport   katowice_airport   lotams   ptppe  mokop